Jak każdej zimy w branżowych mediach można wyczytać, że żużel się kończy. Że geografia tegoż sportu coraz węższa, że nie ma szkolenia, że decydenci są ćwierćinteligentami i że to już agonia, koniec no i basta. Takie teksty, głównie w sezonie dla speedwaya martwym, pojawiają się regularnie co roku od przynajmniej od 28 lat ( może dłużej, ale od 28 lat umiem czytać ).

doylel

Artykuły wieszczące rychły upadek  speedwaya zawierają nawet kilka logicznych argumentów wskazujących na kryzys, ale powstają głównie dlatego, że akurat nie ma o czy pisać, a przecież pisać trzeba. Poza tym powstają takie a nie inne, bo ich autorzy doskonale wiedzą, że uwagę czytelnika najszybciej zdobywa się wtedy, kiedy się go straszy. Mądrzy znawcy mediów od lat przekonują, że odbiorcę najszybciej przykujesz do telewizji, radia, portalu czy gazety wtedy, kiedy pozwolisz mu się bać. Jak już będzie się bał, to na pewno kanału nie przełączy, stacji nie zmieni i kliknie tam gdzie trzeba. Dlatego właśnie w przeróżnych programach informacyjnych najczęściej słyszymy, że jest źle, będzie jeszcze gorzej, a ruscy z siekierami stoją już za płotem. Dajcie głośniej.

Jeżeli więc widzi kibic żużlowy, że mu redaktor sugeruje upadek miłości jedynej, to czyta dalej, drży o przyszłość speedwaya, martwi się, rozpacza i pyta w duchu: co to będzie?

Nic nie będzie, to znaczy będzie po staremu i za 10 lat też sobie spokojnie pójdziemy na stadion, bo w gruncie rzeczy nie ma powodów do dramatyzowania. Pozycja żużla na świecie, jego miejsce w szeregu, nie zmienia się właściwie od dziesięcioleci i teraz też nie jest jakoś wyjątkowo podła. Speedway nigdy nie był sportem wzbudzającym  powszechne zainteresowanie i nigdy takim nie będzie. Głównie dlatego, że uprawia go wąska grupa facetów, nikt nie jeździ żużlówką hobbystycznie w związku z tym producenci żużlowego sprzętu mają bardzo wąski rynek zbytu, a skoro tak, to na ten rynek nie patrzą nawet najwięksi gracze na rynku motoryzacyjnym, a to właśnie oni nakręcają koniunkturę i zainteresowanie. Tak się koło zamyka i tak jest od lat.

Owszem, kiedyś na trybunach w Szwecji i Anglii było więcej kibiców i trzeba zwracać na to uwagę, ale histeria i bicie w tony apokaliptyczne  to zdecydowanie przesada, a opowiadanie, że zastąpienie Drużynowego Pucharu Świata mistrzostwami par wbije gwóźdź do żużlowej trumny jest już kompletnym absurdem.

Swoją drogą żużel kończy się od przynajmniej ćwierćwiecza, prawdziwy ogier, przecież w zasadzie każdy facet chciałby kończyć jak najdłużej.