Jeżeli jest coś, co jednoznacznie łączy Grega Hancocka z Chrisem Holderem, to jest to z pewnością nieodłączny uśmiech na twarzy. Trudno więc dziwić się, że w nadchodzącym sezonie obaj będą jeździć w teamie ha ha GP.

HHGP, czyi Hancock Haj GP. Greg ze swoim wieloletnim mechanikiem założyli zespół i już zwerbowali do niego dwóch wcale nie najgorszych zawodników – wspomnianego Holdera, oraz Vaclava Milika. Celem tego przedsięwzięcia ma być współdziałanie wszystkich członków grupy, co w efekcie da sukces każdemu z nich. Wymiana informacji, tworzenie wspólnej platformy dla sponsorów, wzajemna pomoc sprzętowo – logistyczna, ble, ble, ble. Nie kupuję tego, bo żużel to sport indywidualny, a jedyne zespoły jakie mają w nim rację bytu, to kluby, które żużlowców zatrudniają.

Hancock

Greg Hancock na stronie internetowej swojego nowego zespołu tłumaczy, że w innych sportach motorowych podobne teamy od lat funkcjonują z powodzeniem i w związku z tym pyta dlaczego miałyby nie działać w żużlu? Otóż dlatego, że tylko w żużlu w każdy tego typu twór od razu wpisany jest konflikt interesów. W Moto GP, czy Formule 1 nie ma rozgrywek ligowych, w których członkowie jednego zespołu musieliby ze sobą rywalizować, a na żużlu są i właśnie z tego powodu speedway nie jest skrojony pod takie teamy.

W trakcie meczu Torunia z Wrocławiem Holderowi bardziej ma zależeć na powodzeniu Przedpełskiego, z którym będzie go łączył jeden klub, czy może Milika, z którym wiąże go jeden team? A może w tym spotkaniu akurat powinien współdziałać z Woffindenem, z którym przecież ramię w ramię zasuwają pod parasolem firmy Monster? Pomieszanie z poplątaniem. Z przyczyn etycznych nie może Holder w tym spotkaniu pomagać Milikowi, bo przecież Toruń mu płaci za to, żeby rywali pokonywał, a będzie mu łatwiej jeżeli będą słabsi. Nie będzie jednak Milik słabszy jeżeli Holder będzie mu podpowiadał, a przecież właśnie ciągła wymiana myśli i doświadczeń ma być podstawą działania HHGP.

Może więc Holder pomagać Milikowi w sobotę w zawodach indywidualnych, a w niedzielę w ligowych już nie? A co jeżeli Chris zapędzi się i zdradzi Vaclavowi którędy najszybciej jeździ się na Motoarenie? Trochę sprowadzam temat do absurdu, ale jak dla mnie tego typu teamy o absurd właśnie się ocierają. I tak mamy już ten speedway mocno skomplikowany, bo niedzielni koledzy z Unii Leszno we wtorek są już przeciwnikami w rozgrywkach ligowych w Szwecji, a w międzyczasie czasami jeszcze w Anglii. Od liczby plastronów, które tych samych zawodników raz łączą, a raz dzielą może już głowa rozboleć, a jeżeli jeszcze do tego dojdą loga różnych sponsorów i patronów, którzy też chcą wpędzać zawodników do różnych stajni, to żużlowcom naprawdę zaczną grozić zaburzenia tożsamości, inaczej osobowość mnoga.

Kibice od żużlowców oczekują przede wszystkim czystej, nieskażonej układami rywalizacji, a takiej, mimo zapewnień Hancocka, raczej nie doczekają się od teamów w typie HHGP. Greg co prawda zapewnia, że nie będzie czegoś takiego jak team orders, ale Holdera w 2016 roku w Melbourne i tak przepuszczał, mimo że wtedy łączyło ich tylko takie same logo na czapeczce. Milik z resztą też w ten sam sposób, w tym samym roku w Pradze, pomógł Woffindenowi, ale ich akurat wtedy łączyły wspólne barwy klubowe. Biorąc pod uwagę powyższe mamy pewność, że w HHGP znaleźli się wojownicy, potrafiący „współpracować” i niskie pobudki egoistyczne z pewnością nie przesłonią im wielkich idei altruistycznych, które członkowie ha ha GP nieść będą na sztandarach.