Tempo sprzedaży biletów na Grand Prix Polski na Stadionie Narodowym przyjemnie mnie zaskakuje. Do turnieju pozostało jeszcze 5 miesięcy, a organizatorzy sprzedali 40 tysięcy wejściówek, czyli obiekt już jest zapełniony w 77 procentach i nie ma wątpliwości, że znowu będzie – jak mówi młodzież – full house. To zaskakuje, bo byłem przekonany, że z kompletem publiczności może być problem. W końcu Grand Prix Warszawa przyjmie już po raz czwarty, czyli trudno teraz mówić o efekcie nowości, efekcie WOW, które mają ogromny wpływ na frekwencję.

stad

Pierwsze 3 rundy na narodowym oglądały tłumy kibiców także ze względu na tak zwaną turystykę stadionową. Przeciętny kibic żużlowy wcześniej nie miał okazji, ani powodów, żeby odwiedzić nasz największy stadion, a żużel mu taki powód dał. Przy czwartej imprezie nie można już raczej mówić o około sportowych przyczynach zapełniania stadionu, kibice dzisiaj są raczej powodowani wyłącznie miłością do żużla i atmosfery, jaką narodowy gwarantuje. Fakt, że czwarte z rzędu Grand Prix w Warszawie znowu tak szybko się sprzedaje daje nadzieję na to, że speedway w stolicy wejdzie kibicom w krew i szczelne wypełnianie tego stadionu będzie tak oczywiste jak deszcz w lany, żużlowy poniedziałek.

Oczywiście na zadowalająca sprzedaż wejściówek wpływają też naprawdę atrakcyjne ceny biletów i to, że Grand Prix Polski otworzy walkę o Indywidualne Mistrzostwo Świata 2018. Wreszcie, bo naprawdę ciężko się patrzyło jak batalia o złoto rozpoczynała się na smutnym stadionie w Krsko, gdzie mijanki ogląda się tylko w kolejce po piwo.

PS. A propos efektu nowości i turystyki stadionowej, to mam przeczucie, ze właśnie te względy wypełnią Stadion Śląski podczas ostatniej rundy SEC w 2018 roku.