Skoro ligowy sezon żużlowy dojechał już do mety, to wypadałoby go podsumować. Nie tak masowo, wrzucając wszystkich do jednego worka, a bardziej szczegółowo, każdej drużynie ekstraligowej oddając przynajmniej jeden akapit. Zapraszam:

Unia Leszno – klub, który jest pocieszającym dowodem na to, że czasami nawet w sporcie tak powyginanym jak żużel jest miejsce na odrobinę sprawiedliwości. Unia od lat „produkuje” najwięcej żużlowców, w związku z czym jest najbardziej utytułowanym klubem w Polsce. Mniejsza już o to, czy tych tytułów zdobyły Byki 15 (jak twierdzą w całym kraju), czy 16 (jak uważają w samym Lesznie) faktem pozostaje, że Unia największą potęgą jest i basta. W tym sezonie Leszno znowu było najlepsze i znowu kluczowe role odgrywali juniorzy chowani na własnym mleku. Drużynowe wyniki Unii w ostatnich latach, z punku widzenia innych klubów, są najlepszą zachętą do szkolenia młodzieży – to się zwyczajnie opłaca. Ma Leszno problem tylko z frekwencją, w tym sezonie na domowe mecze Unii przychodziło średnio nieco ponad 9 600 osób i to jest dopiero piąty wynik w gronie wszystkich klubów ekstraligowych. Nie pamiętam, kiedy ostatnio Mistrz Polski w tym rankingu był tak nisko. Na taki stan rzeczy z pewnością wpływa raczej przeciętna relacja klubu z kibicami. Niby próbuje Unia wychodzić do fanów, pokazuje im się w mieście, ale jeżeli porównamy na tym polu działania leszczyńskie do, na przykład, gorzowskich, to będziemy mieli odpowiedź na pytanie dlaczego na mecze Stali przychodzi średnio prawie 2 tysiące ludzi więcej. Poza tym w Lesznie prawdopodobnie obserwujemy efekt przesycenia sukcesem – w ciągu ostatnich 11 lat Unia do wielkiego finału play – off wjeżdżała aż 7 razy, wygrywając 4 z nich. To mogło miejscowym fanom troszkę spowszednieć.

Sparta Wrocław – We Wrocławiu zbudowali w tym sezonie fajną, przebojową drużynę, jeździli na fajnym stadionie i osiągnęli bardzo dobry wynik, a jednak dominującym uczuciem na Dolnym Śląsku pozostaje niedosyt. Z Andrzejem Rusko spotkałem się w 2015 roku w Częstochowie przed pierwszym meczem finału play – off Wrocławia z Lesznem. Na pytanie czy Wrocław zdobędzie złoto usłyszałem odpowiedź: chyba nie, my złoto zdobędziemy dopiero w 2017, na swoim nowym stadionie. W tym sezonie aż do rewanżowego meczu finałowego wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście się uda, a ostatecznie trzeba było się zadowolić srebrem. Niewykluczone, że Spartę zgubiła zbytnia pewność siebie, wzmocniona dodatkowo tak spektakularnym zwycięstwem w półfinałach. Po raz kolejny okazało się jednak, że w żużlu niczego nie da się do końca zaplanować. To oczywiście nie jest koniec marzeń Sparty, bo do kolejnego sezonu Wrocław pewnie znowu podejdzie w roli jednego z faworytów, ale okoliczności mogą nie być już tak bajkowe. Trudno będzie o powtórzenie średniej frekwencji na poziomie blisko 12 tysięcy osób, bo efekt nowego stadionu najmocniej działa w pierwszym roku działalności, później zaczyna się szara codzienność, w której o wypełnienie trybun jest znacznie trudniej.

Stanisław Chomski

Stal Gorzów – 3 miejsce Stali w Gorzowie przyjęto bez większego aplauzu, ale nie ma też dramatu. Po mistrzowskim sezonie 2014 w kolejnym Stal otarła się o spadek z Ekstraligi, a po mistrzowskim 2016 w następnym zdobyła brąz i wziąwszy powyższe pod uwagę trzeba ten mały sukces szanować. Poza tym sezon 2017 był pierwszym, w którym w formacji juniorskiej Gorzów nie miał armaty gotowej wystrzelić w dowolnym momencie meczu. Dla Bartosza Zmarzlika to był pierwszy sezon w gronie seniorów, co znacznie ograniczyło pole manewru trenerowi Stanisławowi Chomskiemu. Średnią frekwencję na trybunach znowu udało się utrzymać na poziomie ponad 11 tysięcy kibiców, w związku z czym tym bardziej dziwi ostatnie rozstanie z panem Jackiem Gumowskim – marketingowcem i kreatorem gorzowskiej mody na żużel. Nie mam pojęcia w jakim stopniu będą się wypełniały trybuny Jancarza w przyszłym sezonie, ale jestem przekonany, że w dzisiejszym sporcie utrata dobrego marketingowca bywa równie bolesna co utrata dobrego zawodnika.

Falubaz Zielona Góra – Falubaz zajął 4 miejsce z tego samego powodu, dla którego Unia Leszno zdobyła mistrzostwo – chodzi o zdolnych wychowanków w składzie, a konkretniej o to, że Unia ich miała, a Falubaz nie. Poprzednio tytuł DMP wzięła Zielona Góra w roku 2013 – ostatnim, w którym w gronie juniorów jeździł Patryk Dudek. Później mocnych wychowanków już tam nie było i nie było też tytułów. W Falubazie zaczynają już rozumieć tę zależność i wszystko wskazuje na to, że Zielona Góra znowu uśmiechnie się do szkolenia młodzieży.

Włókniarz Częstochowa – Przedsezonowy rzut oka na skład Włókniarza podpowiadał, że mają tam zlepek kilku niezłych nazwisk, które ciężko będzie jednak skleić w przyzwoitą drużynę. Rzeczywistość dla częstochowskich fanów okazała się jednak bardziej łaskawa i Włókniarz ostatecznie niemal otarł się o awans do fazy play – off. Mieli w Częstochowie trochę szczęścia, bo omijały ich poważniejsze kontuje, a poza tym sezon życia odjechali Leon Madsen i Rune Holta. Byłoby jednak niesprawiedliwością sugerowanie, że tylko uśmiechowi losu zawdzięczają w Częstochowie tak dobry wynik. Duże słowa uznania należą się trenerowi Lechowi Kędziorze, który mając w szatni tak trudne charaktery potrafił nad wszystkim zapanować i – pomijając kilka zgrzytów – dowieźć tę ekipę do 5 miejsca w lidze.

GKM Grudziądz – W Grudziądzu sezon zaczął się od trzęsienia ziemi – od tragicznego wypadku Tomasza Golloba, który już na samym początku postawił drużynę w bardzo trudnej sytuacji. Później było kilka momentów naprawdę ciężkich, ale ostatecznie – głównie dzięki wielkim kłopotom Torunia i Rybnika – znowu udało się drużynę w Ekstralidze utrzymać. Obawiam się jednak, że to był ostatni sezon, w którym kibiców grudziądzkich znowu dało się zadowolić samym zachowaniem miejsca w elicie. W przyszłym sezonie będą chcieli więcej, no bo ile można się cieszyć tylko z tego, że nie wywalili nas z przyjęcia.

Get Well Toruń – Zmęczony i zblazowany Holder, leciwy i kontuzjowany Hancock, wiecznie poobijany Miedziński, nie radzący sobie w pierwszym roku w gronie seniorów Przedpełski, słabi juniorzy, Walasek z odzysku, brak atutu własnego toru, rozpieszczenie, rozleniwienie zawodników i utrzymanie w Ekstralidze rzutem na taśmę. W Toruniu już chyba naprawdę gorzej być nie może, no chyba, że afera korupcyjna związana z meczem barażowym w Gdańsku jest poważniejsza niż się teraz wydaje, to wtedy tak, to wtedy rzeczywiście może być gorzej.

ROW Rybnik – Cholernie mi ich szkoda. I tyle.