Oglądam każdą produkcję wesołej ekipy telewizyjnej FalubazTV i po każdym ich dziele mam wrażenie, że już wdrapali się na szczyt swoich możliwości i wyżej nie mogą, tymczasem oni za chwilę wypuszczają w świat kolejne filmowe wariacje i udowadniają mi jak bardzo się myliłem. Zupełnie nie znam ludzi, którzy to robią, ale mam nadzieję, że ktoś im za to dobrze płaci, bo taka praca zasługuje na naprawdę porządne wynagrodzenie. Pomysł na reportaż, ujęcia, montaż, dźwięk i połączenie wszystkich elementów w jedną wciągającą całość zasługują na najwyższe słowa uznania. Robią to tak jak jeździł Darcy Ward – nietuzinkowo i wymykając się wszelkim schematom.

Falubaz-TV-Przelozony-polfinal-w-Gorzowie_cover_big

Standardowe podejście do stworzenia reportażu, odsłaniającego kulisy meczu derbowego wymagałoby zrealizowania następujących scen:

- pokazać miasto, które w całości żyje tym meczem.

- pokazać starszą panią w sklepie, która nie może się doczekać, kiedy mecz się wreszcie rozpocznie.

- przeprowadzić sondę wśród kibiców, z której wynikałoby, że wszyscy liczą na piękne zwycięstwo gospodarzy.

- pokazanie denerwujących się trenerów i zawodników.

- przypomnienie, w eleganckich grafikach, historii pojedynków derbowych i statystyk tych spotkań dotyczących.

- pokazanie oprawy i puszczenie We are the champions na koniec materiału.

Całe szczęście ekipa FalubazTV ma kompletnie w nosie standardy i robi to tak, jak sobie wymyśli, kompletnie ignorując schemat i skostniałe wzorce. Zamiast pokazać starszą panią z szalikiem na szyi pokazuje smutnego pana pod krawatem, który mówi, że te derby w ogóle go nie interesują i właściwie nie wie o co tyle szumu. To „zalatuje” Bareją, to zdradza u autorów fascynację absurdem, chęć robienia wszystkiego inaczej. Właśnie takie spacerowanie pod prąd, w szeroko rozumianym dziennikarstwie, kręci mnie najbardziej. Kiedy ktoś bojkotuje porządek, wyłamuje kraty śmierdzących naftaliną zasad i pokazuje, że można inaczej.

Steve Jobs osiągnął niewyobrażalny sukces właśnie dlatego, że zawsze starał się myśleć inaczej niż konkurencja, stąd z resztą hasło reklamowe jego firmy – Apple – „Think different”. Robienie inaczej jest już tylko skutkiem myślenia inaczej, ale właśnie w słowie „inaczej” kryje się sukces produkcji FalubazTV. Oni przed derbami nie silą się na nagranie przedmeczowych opinii Andrzeja Huszczy i Piotra Śwista, bo to było już sto razy, oni w zamian pokazują jak pani w legendarnym barze „Turysta” krzyczy, że do odebrania jest filet z kurczaka. Groteskowo, absurdalnie, genialnie. Mieszają życie z meczem, przeplatają codzienność z żużlem, tak, że na końcu już nie wiadomo co jest czym i okazuje się, że speedway jest wszystkim.

Oczywiście odpinając wrotki i wsiadając na tę swoją filmową karuzelę nie dają się do końca ponieść szaleństwu. To nie jest tak, że bojkotując schemat radośnie wpadają w sidła chaosu, to co robią jest raczej chaosem kontrolowanym, bo w tych produkcjach ostatecznie wszystko gra. Muzyka doskonale współistnieje z obrazem, zachowane są proporcje między scenami humorystycznymi, a napięciem związanym ze stawką meczu, na końcu wychodzi świetne kino rozrywkowe.

W polskim żużlu osobiście najbardziej brakuje mi luzu i rozpięcia koszuli, zapominamy o tym, że speedway jest głównie po to, żeby bawić tłum, że to ma służyć rozrywce. Ja wiem, że ważny jest wynik, że komisarze, sędziowie, równanie, polewanie, sponsorzy, budżety, ble ble ble, ale ostatecznie dla mnie najistotniejsze jest to, żeby się przy żużlu zwyczajnie cieszyć, a takie produkcje jak te od FalubazTV cieszą i to niezależnie od tego, czy jesteś z Zielonej Góry, Gorzowa, czy Leszna. Z resztą autorów robienie tych reportaży też wyraźnie bawi. Mam taką obsesję, że kiedy oglądam przeróżne sportowe produkcje, to zawsze zastanawiam się jak bardzo cieszą się nimi dziennikarze przy nich pracujący. Ile zadowolenia ta robota daje komentatorom, reporterom, operatorom i jestem przekonany, że ekipa FalubazTV przy tworzeniu kolejnych dzieł frajdę ma ogromną, bo z tych filmików radość tworzenia wręcz się wylewa.