Nie macie wrażenia, że prawie cała żużlowa Polska ( poza Toruniem ) życzy temuż Toruniowi spadku z Ekstraligi? O sytuacji drużyny Get Well, o czym przekonuję się osobiście, od kilku tygodni rozmawia się na wszystkich stadionach w kraju i najczęściej można usłyszeć, że dobrze byłoby gdyby Kopernik wylądował w I lidze. Takie słowa płyną z ust kibiców i wielu działaczy ( rzecz jasna zakulisowo ). Dlatego trzeba teraz zapytać dlaczego tak bardzo chcemy, żeby Krzyżacy wojowali na zapleczu Ekstraligi. Oto hipotezy:

- Po pierwsze dlatego, że jesteśmy Polakami. Nie bardzo lubimy, kiedy sąsiad ma dużo pieniędzy, fajny samochód, ładną żonę i zdrowe dzieci. Mógłby mu się chociaż pies na dywan zesikać, to mielibyśmy coś na otarcie łez. Toruń swoim dobrobytem drażni przynajmniej od dekady; mają piękny stadion, dobrze zorganizowany i wypłacalny klub, gwiazdy w drużynie, dużą pomoc od miasta, organizują Grand Prix i Mistrzostwa Europy. Stanowczo tam za dobrze i przydałby się im kop w tyłek. Taki z półobrotu najlepiej.

Hancock

- Po drugie życzymy Toruniowi spadku, bo pragniemy sprawiedliwości dziejowej. Chociaż czasy, w których wszyscy mieli po równo i każdy taką samą meblościankę, już dawno minęły i raczej za nimi nie tęsknimy, to gdzieś na dnie serca mamy takie nieśmiałe pragnienie, żeby nikt się za bardzo nie wybijał, nie wyróżniał. A Toruń się wyróżnia, bo jest jedyną drużyną w Ekstralidze, która nigdy z niej nie spadła. Odkąd Anioły w 1976 roku weszły do Ekstraligi, tak trwają tam do dziś. Niedobrze. Każdy ma jakąś skazę na życiorysie, każdy jakąś łezkę w kąciku oka, a oni nic? Tak być nie może, muszą wreszcie zasmakować prawdziwej goryczy, choćby dlatego, że cierpienie uszlachetnia.

- Po trzecie nie tyle chcemy spadku Torunia, co chcemy, żeby uratował się Rybnik, a to jest równoznaczne z degradacją Apatora. Mamy poczucie, że Rybnik na utrzymanie zasłużył bardziej, bo dopingowe doświadczenia Grigorija Łaguty nie miały zbyt wielkiego wpływu na jego wyniki. Rozmawiałem z kilkoma żużlowcami o tym jak bardzo środki dopingujące mogą pomagać w wygrywaniu i wniosek jest taki, że nie bardzo. Żużel to nie tenis, czy kolarstwo, gdzie potrzebna jest ogromna wytrzymałość i  stosowanie nielegalnych medykamentów zbyt dużego wpływu na rezultaty nie ma.  Od jednego z zawodników ekstraligowych usłyszałem, że żużlowiec zdobywający średnio 5 punktów w meczu, po zażyciu środków dopingujących, może zdobyć 6 albo 7, ale nie 13, bo na torze ważniejsze od siły i wytrzymałości są sprzęt i umiejętności, na które doping wpływu nie ma. Więcej może żużlowiec zyskać nielegalnie kombinując z silnikami niż z własnym organizmem. Dlatego właśnie mamy poczucie, że Rybnik nawet z Grigorijem Łagutą czystym jak łza, osiągałby wyniki takie same lub bardzo podobne, a co za tym idzie sportowo Rybnik w tym sezonie jest lepszy i na utrzymanie zasługuje bardziej.

Osobiście uważam, że niezależnie od tego czy doping Łagucie pomógł czy nie, to musi ponieść konsekwencje. Złamał prawo, musi być kara i jego klub też powinien beknąć, co do tego dyskusji nie ma. A jeżeli musimy szukać pozytywów w całym tym toruńsko – rybnickim tyglu, to trzeba się cieszyć, że o wszystkim ostatecznie i tak zdecyduje tor. Nawet jeżeli Rybnik straci 5 dużych punktów za mecze z Częstochową i Gorzowem, to i tak będzie miał szanse na utrzymanie. Wystarczy, że w najbliższy weekend pobije u siebie Toruń różnicą przynajmniej 17 punktów i już uniknie bezpośredniego spadku. Toruń też nadal ma szanse, dzięki czemu końcówka sezonu zasadniczego będzie bardzo ciekawa.

PS. Toruń nigdy nie spadał z Ekstraligi, ale też nigdy do niej sportowo nie awansował. W 1975  roku Torunianie zajęli drugie miejsce na zapleczu Ekstraligi, po czym przegrali z Bydgoszczą baraże o awans do elity. Ostatecznie Polski Związek Motorowy podjął decyzję o zwiększeniu liczby drużyn na najwyższym szczeblu z 8 do 10 i dzięki temu znalazło się tam miejsce dla ówczesnej Stali Toruń. Od tamtej pory poza Ekstraligę nosa Toruń nie wychylił.