Stali bywalcy tego bloga wiedzą doskonale, że nie lubię zbyt częstych zmian w żużlowych regulaminach. Nad rewolucję cenię ewolucję, uważam, że stabilizacja w paragrafach służy całej dyscyplinie, a poza tym regulaminy polskich lig są już na tyle dobre, że niewiele można zmienić. Niewiele, ale jednak. Nasze rozgrywki byłyby jeszcze ciekawsze gdybyśmy wprowadzili dwie istotne modyfikacje.

Po pierwsze, o czym w żużlowej Ekstralidze rozmawia się od kilku miesięcy, powinniśmy wrócić do ośmioosobowych składów drużyn. To otworzyłoby nowe możliwości taktyczne dla trenerów, więcej żużlowców miałoby szanse na zaprezentowanie się w meczu, a poza tym wreszcie, zabierając nowego kibica na mecz, nie musielibyśmy odpowiadać na irytujące fachowca pytanie:

- Ej, ty, a dlaczego ci pierwsi mają numery od 1 do 7, a ci drudzy od 9 do 15? Gdzie się podział numer 8?

- Nigdzie. Zarezerwowaliśmy ten numer, bo 8 razy tytuł Indywidualnego Mistrza Polski zdobywał Tomasz Gollob i nie chcemy, żeby ósemka kojarzyła się z czymkolwiek innym.

Zawodnicy pod numerami 8 i 16 powinni być Polakami i mieć możliwość startu w 5 biegach, a w przypadku rezerwy taktycznej nawet w 6. Mogliby zastępować wszystkich zawodników swojej drużyny poza juniorami, żeby młodym szkoły i chleba nie zabierać. Poza tym wystawianie zawodnika pod numerem 8 i 16 powinno być możliwością, a nie koniecznością, tak, żeby nikogo nie narażać na ewentualne dodatkowe koszty. W żużlowej centrali o tym pomyśle dyskutuje się dość intensywnie, ale na razie ostatecznych decyzji nie ma. Jednym z przedmiotów dyskusji jest wiek zawodnika spod numeru 8 i 16. Czy miałby mieć 21 lat, a może maksymalnie 23, a może bez ograniczeń. W każdym razie temat jest dość poważny i mam nadzieję, że nie upadnie.

Drugą ze zmian, która moim zdaniem mogłaby podnieść atrakcyjność ligi, jest ta dotycząca układu par w fazie play – off. W tej chwili jest tak, że zwycięzca rundy zasadniczej w półfinale jedzie z zespołem, który zajął miejsce czwarte, a ten z drugiego jedzie z tym z trzeciego. To jest nudne i czasami niesprawiedliwe, o czym świadczy choćby obecny sezon Ekstraligi. Wiadomo już, że w play – off pojadą Wrocław, Zielona Góra, Gorzów i Leszno, ale nie wiadomo jeszcze, kto przed półfinałami zajmie pierwsze miejsce i z kim o finał powalczy. Trudno też stwierdzić, która z tych drużyn jest w tym momencie najlepsza, a która najsłabsza. Może zdarzyć się tak, że rundę zasadniczą wygra Gorzów i w półfinale pojedzie na przykład z Lesznem, które zajmie miejsce czwarte. Unia na koniec sezonu zasadniczego może być już jednak tak mocna, że urośnie do miana głównego faworyta ligi, w związku z czym dojdziemy do paradoksalnej sytuacji, w której nagrodą dla Gorzowa za wygranie fazy zasadniczej będzie starcie z faworytem już w półfinale. Absurd.

Lepiej byłoby gdybyśmy pomysł na rozgrywanie fazy play off zaczerpnęli z Anglii lub Szwecji. Tam zwycięzca fazy zasadniczej wybiera sobie z kim chce pojechać w półfinale i to jest rzeczywista i wartościowa nagroda za to, że był najlepszy w sezonie regularnym. To, że na wyspach i w Szwecji mają słabsze ligi od naszej nie znaczy, że nie możemy się od nich czegoś nauczyć. U nas, w obecnym systemie i dzisiejszej sytuacji, trudno stwierdzić, czy w ogóle opłaca się wygrywać rundę zasadniczą, a w regulaminie szwedzko – angielskim zupełnie jasne jest, że się opłaca, dlatego ten system jest lepszy.

Poza tym zmiana w rozgrywaniu fazy play off przyniosłaby nam nowe emocje związane z oczekiwaniem na to, kogo do półfinału wybierze zwycięzca. Kibice rozmawialiby o tym na 2 tygodnie przed końcem sezonu zasadniczego, zastanawiali się kogo wybierze triumfator, a ten na specjalnej konferencji prasowej ogłaszałby swoją decyzję. Przy delikatnym zaangażowaniu zainteresowanych można by zrobić wokół takiej konferencji show i nakręcić spiralę zainteresowania decydującą fazą sezonu. Naprawdę warto to rozważyć.

Poza tymi dwiema zmianami, moim zdaniem, najlepiej regulaminu nie ruszać, bo jest ciekawie i przejrzyście.