Od kilku tygodni codziennie z córeczką oglądam bajkę „Blaze i megamaszyny”. W dużym skrócie chodzi o to, że wielkie, terenowe samochody mają różne przygody, ścigają się ze sobą, a na końcu zawsze wygrywa Blaze – czerwone auto-potwór, którym kieruje rezolutny chłopiec zwany AJ. Za każdym razem kiedy to oglądam dopada mnie przeświadczenie, że ja już to kiedyś widziałem. Kilka, może kilkanaście lat temu regularnie patrzyłem na to jak AJ dosiadając swojej megamaszyny wygrywa ze wszystkimi, wzbudzając powszechny aplauz widzów. To były czasy kiedy Andreas Jonsson zachwycał żużlową publikę i sposobił się do przejęcia pałeczki z rąk Tony’ego Rickardssona.

ajajajaja

Kiedy w 2004 roku, jeżdżąc w Ekstralidze dla Bydgoszczy, 24 – letni AJ kończył sezon z kosmiczną średnią 2,734, niestosownym wydawało się pytanie o to, czy zdobędzie mistrzostwo świata, zastanawialiśmy się raczej ile tytułów zgarnie i czy Ivan Mauger powinien się go bać. Dzisiaj niestety AJ’a już nikt się nie boi, a nazywanie  jego spalinowego osiołka megamaszyną trąci ironią. Piszę „niestety”, bo Jonsson od lat jest jednym z moich ulubionych żużlowców i mimo że teraz najczęściej wlecze się w ogonie nadal patrzę na niego z przyjemnością, bo to wciąż zawodnik fenomenalny. Jonsson jedzie bardzo inteligentnie, atakując potrafi sprytnie omijać szprycę, szybko znajduje odpowiednie linie jazdy, ma efektowną sylwetkę i jest bardzo widowiskowy. Legendarny polski trener Kazimierz Górski o swoich kolegach po fachu podobno często mawiał: „To bardzo dobry trener, tylko wyników nie ma”. Tak samo jest z Jonssonem.

Z wysokiego poziomu na poważnie zaczął AJ zjeżdżać 2 lata temu, wtedy w Grand Prix i naszej Ekstralidze zrobiło się już naprawdę słabo, a humor poprawiał sobie Andreas tylko na torach Elitserien, gdzie wciąż jechał nieźle. W tym roku pada nawet ostatni bastion Jonssonowej świetności, bo w Szwecji AJ też coraz częściej ogląda plecy rywali. Dużo brakuje mu do średniej 2,0 na bieg i nie potrafi jej osiągnąć nawet na domowym torze – w Hallstavik, gdzie zwykle rządził niepodzielnie. Skoro nawet tam jest tak źle to wiedz, że coś się dzieje.

Wydaje się, że jedną z większych przyczyn Andreasowego kryzysu jest…zbyt dużo pieniędzy. Mimo że w tym roku na torach Jonsson zarabia raczej niewiele, to wciąż, dzięki licznym biznesom, ma dużo i w związku z tym przez jego warsztat mogą się przetaczać tony sprzętu, a AJ w tym zalewie nadal może tonąć. Nawet sam Jonsson nie potrafiłby pewnie odpowiedzieć na pytanie ile silników w ciągu ostatnich dwóch lat przetestował, ile wyrzucił, ile sprzedał i ile pieniędzy wydał na nowe, które mu się ostatecznie nie spodobały. W sprzętowych poczynaniach Szweda zdecydowanie brakuje cierpliwości i konsekwencji, a za dużo jest ruchów nerwowych i wiecznych zmian. Dobrym przykładem na poparcie tej tezy jest historia sprzed 3 lat, kiedy Andreas, niezadowolony z kolejnego silnika, sprzedał go Januszowi Kołodziejowi. Za chwilę na tym silniku Kołodziej fruwał, a Jonsson męczył się na kolejnym nowym.

Dzisiaj AJ i jego megamaszyna wracają na tor po kontuzji obojczyka i od razu stają przed szansą na uratowanie sezonu – wystartują w rozpoczynających się właśnie Mistrzostwach Europy. Jonsson wraca do cyklu SEC po 2 latach przerwy, dostał od organizatorów stałą dziką kartę, a razem z nią delikatną sugestię, że to już ostatni taki prezent. Ze wszech stron płyną do Andreasa sygnały, że powoli wyczerpuje mu się limit błędów i każdy kolejny może go kosztować utratę poważnych sportowych kontraktów.

W cyklu SEC będę więc trzymał kciuki za Andreasa, ale przede wszystkim za Polaków, bo w dotychczasowej historii tego cyklu biało – czerwoni są największymi przegranymi. W ciągu 4 lat rozgrywania Mistrzostw Europy w nowej formule  tylko raz nasz rodak stanął na podium – w minionym roku, na najniższym stopniu, Krzysztof Kasprzak. Spróbujmy ogarnąć skalę problemu:

- Mienimy się największą na świecie żużlową potęgą.

- W cyklu SEC na przestrzeni lat jesteśmy nacją reprezentowaną najliczniej.

- najwięcej turniejów odbyło się w Polsce.

- organizatorami są Polacy.

- Na 12 miejsc na podium, które były do obsadzenia w ostatnich 4 latach, zajęliśmy jedno!!!

Z powyższego jasno wynika, że jest źle, albo nawet bardzo źle i dobrze byłoby to zmienić, tym bardziej, że Polacy ze swoimi megamaszynami nie mają takich problemów jak AJ.

Pierwsza runda SEC w piątek ( 30 czerwca ) w Toruniu. Start o 19.00, transmisja w Eurosporcie.