Przedsezonowe przewidywania ekspertów zapowiadały totalną zapaść polskiego juniora w rozgrywkach żużlowej Ekstraligi 2017. Złowieszcze wróżby fachowców wieszczyły, że nadwiślańskie młokosy będą jeździć w poprzek toru i obejrzymy najgorszy od lat sezon w ich wykonaniu. Dzisiaj – pod koniec maja – z całą stanowczością możemy stwierdzić, że te prognozy były, że się tak wyrażę, delikatnie przestrzelone. Jak dotąd na liście 20 najskuteczniejszych żużlowców PGE Ekstraligi mamy aż 4 juniorów, co jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Skoro na liście 20 najlepszych jest 20% młodzieżowców, to znaczy, że naprawdę nie jest z nimi tak źle.

Damian Dróżdż - jedna z młodzieżowych rewelacji sezonu 2017

Damian Dróżdż – jedna z młodzieżowych rewelacji sezonu 2017

Przed sezonem wydawało się, że skoro do kategorii seniorów przeskakują Bartosz Zmarzlik i Paweł Przedpełski, to w gronie juniorów pozostanie mizeria. Te obawy wyglądały racjonalnie i nikt nie przewidział, że Smektała, Woryna i Dróżdż wyskoczą tak przebojowo. Dobrze, zgodnie z założeniami, jedzie Drabik, a z meczu na mecz rozpędu nabierają Kubera, Polis, Kaczmarek, Karczmarz i Zgardziński. Teraz pozostaje pytanie: skoro wszyscy zakładali, że będzie tak źle, to dlaczego jest tak dobrze?

Po pierwsze, i chyba najważniejsze, eksperci nie doszacowali siły polskiego juniora. Wyszli z założenia, że skoro nie ma nazwiska, to nie będzie miał punktów. Pomylili się.

Po drugie okazuje się, że sprzęt w dzisiejszym żużlu odgrywa znacznie większą rolę niż może się wydawać, a najlepszym na to dowodem jest wybitny początek sezonu w wykonaniu Kacpra Woryny. Nie twierdzę absolutnie, że Woryna jest żużlowcem przeciętnym, który swoje sukcesy zawdzięcza wyłącznie rakiecie pod tyłkiem, pragnę jedynie nieśmiało zaznaczyć, że bez tej rakiety pod tyłkiem jego wyniki byłby wyraźnie mniej okazałe.

Po trzecie wreszcie jeszcze nigdy tory, po których jeździ się w Ekstralidze, nie były tak łatwe. Wszędzie równo jak na stole, żadnych dziurek, koleinek i zagadek. Nawierzchnie wymagające faworyzowałyby zawodników bardziej doświadczonych, albo po prostu lepszych, a lotniska za bardzo umiejętności nie weryfikują. Mogą mieć nasi juniorzy problem, kiedy pojadą za granicę i zobaczą tory trudniejsze, ale w Ekstralidze takie niespodzianki im nie grożą.

Tak czy inaczej w Polsce nasi młodzieżowcy cały czas się prężą i wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach nikt nie odważy się prognozować, że w najlepszej lidze świata najsłabsi będą juniorzy.