Z żużla, proszę państwa, jesteśmy regularnie okradani. Z roku na rok i z dekady na dekadę zabierają nam żużel niemal pełnymi garściami i – co gorsza – każą za to coraz więcej płacić. Najsmutniejsze, że w roli złodziei występują sami żużlowcy. Łupią nas niemiłosiernie i jeszcze myślą, że nam się podoba.

Otóż nasi ulubieńcy jeżdżą coraz szybciej, a w związku z tym wyścigi są coraz krótsze, czyli frajdy mamy coraz mniej, a bilety, paradoksalnie, drożeją. Przeanalizowałem jak zmieniały się rekordy torów na polskich stadionach na przestrzeni ostatnich 30 lat. Wniosek jest taki, że dzisiaj nad Wisłą samego żużla w żużlu jest od 10 do 15 procent mniej niż pod koniec lat 80.

Dobrym przykładem na poparcie tej tezy jest Leszno. 30 lat temu – w 1987 roku – tor Unii miał 347,5 metra długości i wtedy jego rekordzistą był Zenon Kasprzak, który 4 okrążenia pokonał w czasie 65,8 sekundy. Dzisiaj tor w Lesznie jest o ledwie metr krótszy, a rekordzista – Przemysław Pawlicki – cieszy się wynikiem 58,53 sekundy. W ciągu 3 dekad wyścig na tym samym torze skrócił się o ponad 7 sekund, skrócił się o 11 procent. Jeżeli te 7 sekund pomnożymy przez 15 biegów, to wyjdzie nam, że czystego speedwaya w meczu jest o prawie 2 minuty mniej niż 30 lat temu! I bardzo podobnie jest na pozostałych polskich torach. Skandal i granda.

Wyobrażacie sobie, że mecz piłkarski w ostatnim trzydziestoleciu skrócił się o 11 procent i dzisiaj zamiast 90 minut kopią tylko 80? Nie do pojęcia prawda? A to właśnie stało się z żużlem i będzie jeszcze gorzej, bo technika tak galopuje i prędkości tak rosną, że za 10 lat Dominik Kubera 4 okrążenia w Lesznie przejedzie w 55 sekund. Dlatego właśnie odpowiednie środki zapobiegawcze trzeba podjąć już teraz. Nie, nie będę zachęcał do hamowania rozwoju techniki, bo z tym jeszcze nikt nie wygrał, w złodziei żużla trzeba przywalić ustawą.

A może by tak 5 okrążeń?

A może by tak 5 okrążeń?

Oto moja propozycja: zamiast 4 okrążeń żużlowcy powinni jeździć 5! Zdaję sobie sprawę, że idea brzmi abstrakcyjnie i szalenie, ale zanim w komentarzach napiszecie KOROŚCIEL TY PAJACU pozwólcie, że przedstawię swoją argumentację:

- Wyścig przy 5 okrążeniach dawałby nam więcej żużla w żużlu. Bieg wydłużyłby się o jakieś 15 sekund, w zależności od długości toru, czyli w całym meczu mielibyśmy, mniej więcej, 4 minuty czystego speedwaya więcej.

- Większą rolę odgrywałaby forma fizyczna zawodników, w końcu w przejechanie 5 okrążeń trzeba włożyć trochę więcej wysiłku niż w pokonanie 4.

- Żużel zyskałby promocyjnie. Wiadomo, że o speedwayu, w mediach głównego nurtu, mówi się albo w przypadku tragedii na torze, albo wtedy gdy zajdą jakieś bardzo niecodzienne okoliczności, a wprowadzenie 5 okrążeń byłoby z pewnością taką ciekawostką. Jestem przekonany, że wszystkie TVNy i Polsaty mówiłyby o tym, bo skoro przez wieki jeździliśmy na dystansie 4 okrążeń, a nagle zaczęlibyśmy jeździć 5, to musieliby to odnotować.

- Żużlowi specjaliści od marketingu mieliby gotowe hasło na reklamowanie swojego produktu. Już to widzę: „Jeszcze więcej żużla. Naprawdę więcej”.

Nie widzę natomiast minusów wprowadzenia tej rewolucyjnej zmiany. Przychodzą mi tylko na myśl obostrzenia nadawców telewizyjnych. Oni od lat wszystko chcą skracać i dynamizować, ale – umówmy się – transmisja wydłużyłaby się o 4 minuty, także nie byłoby dramatu.

Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że nie przepadam za ciągłymi zmianami w regulaminach i zdecydowanie wolę stabilizację, ale w obliczu tego, że od kilkudziesięciu lat jestem regularnie z żużla okradany, musiałem wystąpić w obronie własnej oraz – mam nadzieję – rzeszy podobnie myślących kibiców.