Rozpoczął się właśnie sezon żużlowy, który dla mnie będzie najtrudniejszym ze wszystkich dotychczasowych. Po pierwsze dlatego, że wziąłem na siebie masę speedwayowych obowiązków, a po drugie dlatego, że dwa miesiące temu urodziła mi się druga córeczka – Hania – i to jest tyleż radosne, co angażujące. Starsza – Róża – ma niespełna 3 lata i nic nie mówi tylko wtedy, kiedy śpi, chociaż to też nie jest regułą. Czasu wolnego mam mniej niż włosów, a jego wyłączną dysponentką jest moja małżonka ( życie pantoflarza nie jest usłane różami ). Ostatnio miałem wolną niedzielę i w głowie nieśmiało zaświtała mi myśl, że mógłbym sobie w telewizji obejrzeć Memoriał Edwarda Jancarza.

Ogolony, wypachniony, z subtelnym uśmiechem na zakłopotanej twarzy, na palcach podchodzę do małżonki i tonem, którym się oświadczałem, mówię:

- Żużel jest dzisiaj w telewizji kochanie.
- No i?
- Może bym sobie obejrzał ewentualnie?
- Znowu?
- Potrwa tylko dwie godzinki, ani się obejrzysz, a będzie po wszystkim.
- Zawsze ma trwać dwie godzinki, a trwa pół dnia.
- Teraz naprawdę dwie. Od 16.30 do 18.30 i ani minuty dłużej.
- Ok, dobra, oglądaj, ale pod warunkiem, że jednocześnie zajmiesz się Różą i od czasu do czasu zerkniesz na Hanię.

Myślę sobie – idealnie, dam radę, nie takie rzeczy ze szwagrem w Przasnyszu robiłem.

Jest 16.30, siadam w fotelu, w drugim Róża, na przeciwko – na sofie – leży Hania. Przed chwilą się obudziła, jest raczej pogodnie usposobiona, okoliczności wymarzone. Róży obiecałem, że jak obejrzy ze mną żużel, to dostanie dwa jajka z niespodzianką, Hani przysiągłem, że jak wytrzyma dwie godziny bez płaczu, to pierś matki będzie mogła ssać bez przerwy do wtorku. Zaczęło się. Na początek odpowiedziałem na kilka formalno – precyzujących pytań Róży:

- Po co im kaski?
- Po co im rękawiczki?
- Po co im ta guma do skakania?
- Czemu jeden jest czarny?
- Czemu ten pan ( Gabriel Waliszko ) uśmiecha się do tego drugiego pana ( Stanisław Chomski ) ?

Jest w miarę OK, wyścigi widzę, komentarza nie słyszę, ale nie narzekam. 4 biegi minęły zgodnie z moim planem, małżonka w tym czasie sprząta, myje naczynia, robi pranie, prasuje i odkurza. No, generalnie, ma czas dla siebie.

Wywiad z Grigorijem Łagutą uaktywnia Różę:

- Co ten pan mówi tato?
- Nie wiem córeczko.
- No powiedz co on mówi.
- Naprawdę nie wiem Różyczko, nie mam pojęcia.
- Chyba coś śmiesznego, bo się śmieje ciągle.
- Chyba tak.

5 wyścig uaktywnia Hanię. Wypada jej smoczek, czego bezpośrednim następstwem jest płacz. Wstaję, podchodzę, wsadzam smoczek z powrotem do buzi, spokój. Małżonka w tym czasie prasuje:

- Tę twoją koszulę musimy już wyrzucić, bo wygląda fatalnie.
- Nie ma mowy, nie zgadzam się na wyrzucanie koszuli, którą dostałem na 18 – tkę.
- Ona ma już dziury.
- Czy naprawdę musimy się kłócić o głupią koszulę, kiedy Kasprzak się naparza z młodym Pawlickim.
- Nie musimy. Wyrzucam.

W wyścigu 10 upada Patryk Dudek. Róża nie może przepuścić takiej okazji:

- Czemu ten pan się położył?
- Bo jest śpiący.
- To czemu śpi w kasku?
- Bo mu zimno w uszy.
- O, już wstał
- Bo się wyspał.
- O, ściągnął kask. Patrz, to dziewczynka, ma długie włosy.
- To chłopiec, chłopcy też mogą mieć długie włosy.
- Chłopcy mają siusiaki.
- Mają siusiaki, ale włosy mogą mieć krótkie, albo długie.
- A ty masz krótkie.
- Cieszę się, że w ogóle jeszcze mam.

12 wyścig uaktywnia Hanię. Wypada jej smoczek, czego bezpośrednim następstwem jest płacz. Wstaję, podchodzę, wsadzam smoczek z powrotem do buzi, spokój.

Po 3 seriach startów Róża o żużlu wie już wszystko, w związku z czym uznaje, że czas na eksplorowanie kolejnych dziedzin życia:

- Tato, a jak śpią nietoperze?
- Nie wiem Różyczko.
- Jak śpią nietoperze?
- Do góry nogami.
- Pokaż jak?
- Nie potrafię.
- Dziadek by potrafił.

Śpiący nietoperz

Śpiący nietoperz

15 wyścig uaktywnia Hanię. Wypada jej smoczek, czego bezpośrednim następstwem jest płacz. Wstaję, podchodzę, wsadzam smoczek z powrotem do buzi, spokój.

17 wyścig, godzina 18.25. Ja już wiem, że do 18.30 się nie skończy, żona tego nie wie. Ja wiem, że ona nie wie, ona nie wie, że ja wiem. Dodatkowo wiem, że po 18.30 zaczną się fochy, ona tego nie wie, ale gdyby wiedziała, że się nie skończy, to o fochach też by wiedziała.

18 wyścig uaktywnia Hanię. Nie, nie wstaję, żeby włożyć jej smoczek do buzi, w zamian decyduję się na użycie autorytetu ojca. Zbieram się w sobie i mówię:

Haniu, jeżeli będziesz tak kręciła główką, to smoczek zawsze będzie wypadał, a ty będziesz płakała. Spróbuj trzymać ją nieruchomo i wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi. To, że masz 2 miesiące nie powinno usprawiedliwiać Twojej frywolności i niesubordynacji. Jak ja miałem 2 miesiące, to sam sobie pompowałem materac, także chyba i tak na los nie powinnaś narzekać.

Swoją drogą to dość ciekawe, że jak się rodzi źrebię, to na własnych nogach zaczyna chodzić po kilku godzinach życia, a człowiek po 2 miesiącach nie potrafi smoczka w buzi utrzymać, chodzić zaczyna dopiero po roku. Czasami się naprawdę zastanawiam, czy aby na pewno jesteśmy najwybitniejszymi ze ssaków.

18.40. Żona już wie. Nic nie mówi, ale patrzy na mnie tak, jakbym właśnie zdradził ją z tuzinem brazylijskich tancerek. Nie cierpię tego zimnego milczenia. Wolałbym już, żeby coś ostrzejszego powiedziała, nawet krzyknęła, bo ta przeszywająca cisza jest najgorsza. Zaczynam się pocić, ale jestem twardy – telewizora nie wyłączam.

Do głosu dochodzi Róża:

- Pokaż jak śpią nietoperze.
- Naprawdę nie potrafię Różyczko.
- To wyłącz ten żużel i chodź się bawić.
- Jeszcze chwileczkę córeczko.

Hania wypluwa teraz smoczek co 30 sekund, jest w tym bardziej regularna niż Grigorij Łaguta w rundzie zasadniczej. Przesiadam się na sofę, nie będę przecież co 30 sekund  wstawał, bo się zakwasów nabawię.

19.00. Zaraz półfinały, żona złowrogo milczy i patrzy już tak, jakbym właśnie zdradził ją z tuzinem brazylijskich tancerzy. Róża przestała już nawet udawać, że żużel ją interesuje i swoje żądania wyraża coraz bardziej kategorycznie:

- Pokaż jak śpią nietoperze.
- Róża, mówiłem już, nie umiem.

Róża zaczyna płakać, więc nie mam wyjścia – sięgam po rurę od odkurzacza, kładę się na plecach, nogi podnoszę do góry, rurę kładę na podeszwach kapci:

- Tak właśnie śpią nietoperze Różyczko.
- Ale im chyba głowa zwisa w powietrzu.
- Ale tego już naprawdę nie zrobię.
- Dziadek by zrobił.

Hani wypada smoczek, wkładam jej go z powrotem do buzi i robię to na tyle precyzyjnie, że rura od odkurzacza ani drgnie.

19.15. W pierwszym półfinale upadek i powtórka, w drugim półfinale upadek i powtórka, żona patrzy na mnie tak jakbym właśnie zdradził ją z tuzinem tuzinów, Róża uważa, że jestem niepełnosprawnym nietoperzem, Hania wypluwa smoczek. Z perspektywy podłogi żużel ogląda się całkiem nieźle.

19.30 Koniec! Rozpoczynam walkę o odzyskanie autorytetu i wiarygodności. Pozycja wyjściowa pozostawia wiele do życzenia.

PS.Ten felieton piszę, kiedy jest już naprawdę bardzo późno. Ostatnio blogowo regularnie uaktywniam się w nocy. Jak ten pieprzony nietoperz.