Klub żużlowy z Ostrowa uchodzi dzisiaj za jeden z najfajniejszych w Polsce. W pełni wypłacalny, profesjonalny, rozsądnie zarządzany, perfekcyjny na tyle, że lada chwila funkcję trenera może w nim objąć najlepszy fachowiec w Polsce Marek Cieślak, a w rolę lidera wcielić się wszechżużlowiec Tomasz Gollob. To tym bardziej godne uznania, że Ostrovia dopiero awansowała na zaplecze Ekstraligi, a takich gości jak Cieślak, czy Gollob do tej klasy rozgrywkowej ściągnąć niemal nie sposób. Do tej pory nie udało się nikomu. Skoro Ostrów jest bliski zrealizowania tych fantastycznych planów, to nie można go nazwać inaczej niż klubem idealnym – i taka jest w większości opinia środowiska. Aż w głowie się nie mieści, że to ten sam klub, który kilka tygodni temu dopuścił się największej machlojki w żużlowej Polsce XXI wieku.

Takie pożyteczne skądinąd urządzenie podarowało Ostrowianom awans do I ligi

Takie pożyteczne skądinąd urządzenie podarowało Ostrowianom awans do I ligi

Ostrowianie w meczu o awans do I ligi na ósmego zawodnika wybrali system oświetleniowy na swoim stadionie, a konkretnie jego awarię. Kiedy mecz z Wandą Kraków zaczął wymykać się spod ostrowskiej kontroli, zarządcy klubu postanowili wyłączyć światło na stadionie, po czym stwierdzili, że naprawić się go nie da, a w związku z tym sędzia musiał mecz przerwać. Wydawało się, że taki „numer” musi się zakończyć dla Ostrowa walkowerem, ale nie pierwszy raz w historii rozsądek od speedwayowych decydentów dostał obuchem w łeb.

Prokuratura nie stwierdziła jeszcze ostatecznie, czy awaria światła w Ostrowie była wyreżyserowana, czy nie, ale skoro Główna Komisja Sportu Żużlowego za ten wybryk nałożyła na Ostrovię karę w wysokości 50 tysięcy złotych, a klub w związku z tą karą nie protestował to znaczy, że lampy zgasły na zamówienie. Do dzisiaj kompletnie nie rozumiem decyzji GKSŻ. Jeżeli komisja ukarała klub tak potężną grzywną, to znaczy, że wina Ostrowian była dla gentlemanów z centrali oczywista, jawne oszustwo w biały dzień w ciemny dzień, a skoro tak, to naturalnym ruchem wydawało się przyznanie Krakowianom awansu walkowerem. Odbyło się jednak nienaturalnie. GKSŻ wyciągnęła wobec Ostrowian konsekwencje tylko finansowe. Innymi słowy komisja stwierdziła: „Fakt, oszukaliście, i do I ligi awansujecie nieuczciwie, ale możecie sobie oszukiwać ile chcecie, pod warunkiem, że będziecie za oszustwa płacić”. Niebywałe.

 „Ostrów unplugged” – to historia znana od kilku tygodni, ale piszę o niej dopiero teraz, bo właśnie teraz nieczyste zagrywki klubu są legitymizowane. Skoro do Ostrovii przymierzani są Marek Cieślak i Tomasz Gollob i skoro obaj o tym klubie dzisiaj mówią w samych superlatywach, to wiedz, że coś się dzieje. Dwie najważniejsze postaci polskiego żużla ostatniej dekady zgodnie twierdzą, że Ostrów to jeden z najporządniejszych klubów w Polsce, ten sam Ostrów, który chwilę temu dzięki zwykłemu oszustwu awansował do I ligi. Wiem, że Gollob z Cieślakiem nie pochwalają tego konkretnego wybryku Ostrovii, ale sam fakt, że mówią cokolwiek pozytywnego o tym klubie zmywa z Ostrowa wszelkie winy, bo opinie pana Tomasza i pana Marka to opinie połowy środowiska, pole ich oddziaływania jest naprawdę imponujące.

Nie zamierzam potępiać Cieślaka i Golloba za to, że rozważają możliwość związania się z Ostrowem, bo niewielu z nas przed podpisaniem umowy o pracę zastanawia się nad kondycją moralną pracodawcy. Jeżeli płaci dużo i terminowo, to nie bardzo mnie interesuje, czy jest dobry dla żony. Tak myśli większość z nas i trudno mieć pretensje, że tak myślą też Gollob z Cieślakiem. Cholernie smuci tylko, że dzisiaj w sporcie żużlowym jakimikolwiek wartościami można co najwyżej powycierać podłogę, jeżeli masz gruby portfel, to możesz gardzić zasadami, kibicami i całym tym napompowanym towarzystwem. W tamtym roku przekonywał o tym Roman Karkosik, a w tym banda z Ostrowa. A GKSŻ siedzi i zawija w te sreberka…