Nie ma w żużlowej Polsce człowieka na tyle doświadczonego, mądrego i cieszącego się autorytetem na tyle wielkim, żeby mógł zasugerować Tomaszowi Gollobowi cokolwiek. A już na pewno nie ma na naszych ziemiach gentlemana, który mógłby Golloba namawiać do zakończenia kariery. Przy osiągnięciach pana Tomasza wszelkie autorytety bledną, eksperckie wizje więdną i nikt nie waży się porywać na zuchwałe podpowiedzi, które mogłyby skusić naszego wszechżużlowca do odstawienia motocykla w kąt. Toteż i ja ani myślę o podobnych bezeceństwach, niemniej pozwolę sobie zabrać głos w dyskusji, która ostatnio rozpaliła żużlowe umysły nad Wisłą, a której roboczy tytuł brzmi: „Gollob w kadrze na Drużynowy Puchar Świata”.

Tomasz Gollob najlepsze ma już za sobą

Tomasz Gollob najlepsze ma już za sobą

Żeby nie trzymać czytelnika w niepewności, od razu stanowczo zaznaczam, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem powoływania „Chudego” na DPŚ. Zwolennicy zaproszenia Golloba do kadry przekonują, że w decydujących momentach nigdy reprezentacji nie zawiódł, że finał odbywa się na torze w Bydgoszczy, który Tomasz zna lepiej niż ktokolwiek inny, a poza tym wskazują, że forma naszego Mistrza Świata rośnie, o czym ma świadczyć jego 4 miejsce w pierwszej rundzie Mistrzostw Europy w Niemczech.

Obalanie tych argumentów zacznę od ostatniego. Dojechał Gollob do finału dlatego, że w fazie zasadniczej 2 razy startował z 4 pola, z którego wygrywali wszyscy, a w półfinale skorzystał ze strategii Kildemanda, który postanowił wsadzić Sajfutdinowa w gips. W finale jechał pan Tomasz asekuracyjnie, nie przeszkadzał nawet za bardzo Januszowi Kołodziejowi, kiedy ten go mijał. Od początku sezonu jedzie Gollob, bez zęba, bez agresji, bez większej chęci, szczytem jego osiągnięć na torze jest zwyczajna poprawność. Trudno mieć do niego o to wielkie pretensje, bo w wieku 43 lat zwyczajnie może się nie chcieć, poza tym wypada mieć też większy szacunek dla własnych kości i Gollob taki ma. I bardzo dobrze, ale taki zawodnik w finale Drużynowego Pucharu Świata jechać nie powinien. Z resztą chyba sam nawet nie chce, a wciskanie go do kadry, to próba uszczęśliwiania Tomasza na siłę.

Gollob ostatnio mówił nawet, że jeżeli nie będzie czuł, że jest w świetnej formie, to sam z DPŚ zrezygnuje. Na dzisiaj raczej życiowej formy nie ma. Ojciec Tomka, legendarny pan Władysław, opowiadał kilka dni temu portalowi Sportowefakty.pl, że jego synowi brakuje ognia w oczach, chęci ryzykowania i że najlepsze ma już za sobą. Skoro tak mówi legendarny pan Władysław, który przez całą karierę syna przyczyn niepowodzeń szukał wszędzie, tylko nie w samym Tomku, to wiedz, że coś się dzieje.

Zenon Plech i wielu innych orędowników powołania Golloba wysuwa też argument o absolutnej niezawodności zawodnika w kluczowych momentach DPŚ. Moim zdaniem trzeba zakres niezawodności Tomasza znacznie poszerzyć. Nie tylko w DPŚ, ale też w lidze i każdych innych zawodach nie zawodził. W walce o DPŚ był tak samo dobry jak w Ekstralidze, ani lepszy, ani gorszy, tyle, że zwycięstwa w ostatnich wyścigach w wojnach o światowy prymat zapamiętaliśmy, bo były piękne i wartościowe, te ligowe były równie niesamowite, tyle, że nie wzruszały całego kraju.W dużym skrócie Gollob w kolejnych edycjach DPŚ był tak samo dobry, jak w odpowiadających im sezonach ligowych i należy domniemywać, że tak samo będzie w tym roku, a nieśmiało wtrącę tylko, że w Ekstralidze jedzie się panu Tomkowi raczej przeciętnie.

Nie potrafię obalić tylko argumentu o magicznych związkach Golloba z bydgoskim torem. Fakt zna go doskonale, tyle, że to chyba za mało.

P.S. Obiecałem sobie nie pastwić się już nad traktatami Zenona Plecha, którymi raduje czytelników Przeglądu Sportowego, bo to jednak trochę głupio, żeby pierwszy lepszy redaktorzyna podważał autorytet budowniczego potęgi polskiego speedwaya i obietnicy sobie danej dotrzymam. Przytaczam tu tylko słowa Plecha z jego ostatniego felietonu: „W DPŚ Gollob powinien wystartować zamiast Hampela”. Nad tak złożonym problemem chyba nawet pastwić się nie wypada.